Transmisja - HomePoznaj nasOfertaGabinetZapiski treneraAnaliza transakcyjnaWydawnictwoKontakt.
 
Pobierz Skomentuj Prześlij Drukuj
Magdalena Sękowska

thumnail

Każdy z nas ma swoją piaskownicę.

" Człowiek żyje tym, co przemienia. Jest narzędziem, drogą i przekazem"
(A. De Saint Exupery)

Niewątpliwie każdy z nas posiada takie doświadczenia z własnego życia, które pokazują nam pewną powtarzalność zachowań - "znowu nie zachowałem się nie tak, jak chciałem OK.", "ciągle jest mi trudno chwalić innych", "nie potrafię mówić o swoich uczuciach", "kolejny raz zrobiłem błąd w ocenie tej osoby", " fajnie, że to robiliśmy, bo widać, że warto". Ta powtarzalność pokazuje istnienie wzorca naszych relacji z innymi. Wzorca, który prawdopodobnie zaczyna realizować się poza naszą świadomością, szczególnie wtedy, gdy coś jest ważne, inne, trudne, "niewiadomo jakie".

Nasze scenariusze życiowe - programy tego jacy jesteśmy i jak powinniśmy działać - tworzą się w najwcześniejszych momentach naszego życia w relacjach ze znaczącymi dla nas osobami - rodzicami, opiekunami. Osoby te, poprzez to co mówią, ale również poprzez to, co robią - przekazują nam podstawowe nastawienie do nas oraz obraz tego, jacy jesteśmy. Powtarzalność tych komunikatów - w sferze werbalnej i niewerbalnej - tworzy w nas obraz nas samych. "Oczy otoczenia" przemawiają do nas z olbrzymią siłą . Nie sposób tę siłę zignorować w drodze poszukiwania dynamicznego wzorca naszych relacji. Powtarzalność komunikatów kierowanych do nas przez ważne dla nas osoby działa jak pieczęć odciskająca się na nas. Z czasem, zaczyna się z tego tworzyć wewnętrzny obraz nas samych, który poniesiemy dalej w życie, zapominając o tym, że prawdopodobnie nie jest to cała prawda o nas samych. Nieświadomy życiowy scenariusz to nasze nieświadome decyzje o innych ludziach, o życiu, o nas . Zawierają się one w takich przekonaniach i twierdzeniach, jak: " Nigdy nie zaufam mężczyznom", " Nie wolno być otwartą, ludzie zawsze to wykorzystają", " Trzeba ciężko pracować, bo inaczej pomyślą, że jesteś głupia." "Warto próbować". " Może mi się udać". " Zawsze znajdę dobre wyjście dla siebie". Decyzje takie podejmujemy na bazie naszych relacji z innymi. One potwierdzają nam, że mieliśmy rację. W naszym życiu każdego rodzaju powtarzalność pokazuje istnienie jakiegoś wzorca. "Główny temat" naszych zachowań, to często objawy dominującego w naszym życiu scenariusza. Np. kobieta, która boi się bliskości z ludźmi ( i np. posiadała bardzo nikłe doświadczenia bliskości z matką, przez ojca była ciągle karana), nieświadomie zachowuje się wobec innych podejrzliwie, niekiedy agresywnie. Wszystko to powoduje, że ludzie oddalają się od niej. To zwrotnie wzmacnia jej przekonanie, że " nie warto ufać innym", " nie można być z innymi blisko". Te przekonania mają swoją moc - zamykają nas w życiowym fatalizmie i często, tym samym, zwalniają nas z podejmowania nowych zachowań, z próbowania nowych rzeczy, z podejmowania zmian, z przyglądania się sobie od innej strony. Inny symptom scenariusza to uogólnienia, które stosujemy w opiniach o sobie i o innych: "ja zawsze", " ludzie nigdy", "mężczyźni muszą", "kobiety są"... Kolejnym przejawem działania naszego scenariusza są "nagrania", jakie nosimy w sobie na swój temat, a które pojawiają się nam, wręcz odtwarzają się jak nagrania z taśmy w momentach ważnych dla nas - często trudnych - to zdania typu "ty idiotko, znowu nawaliłaś", "znowu mi się nie uda", "nie mam co prosić, bo i tak nic to nie zmieni"’, "nie powiem mu o swoim zranieniu, bo i tak wiem, co odpowie", "a widzisz - jesteś życiowym pechowcem, "moja mama by była zadowolona, gdybym to zrobiła". Efektem działania naszych scenariuszowych zachowań jest osiąganie tego samego wyniku - psychologicznie mówi się, że poprzez zachowania skryptowe ciągle dostajemy tę samą psychologiczną wypłatę, czyli efekt naszych zachowań. Tą wypłatą może być choroba, rozwód, rozejście się, wypadek, utrata pracy, nadużycia, epizody bulimii lub anoreksji, problemy seksualne itp. Wszystkie te wypłaty komponują się w naszą historię i potwierdzają nam nasze mniemania o sobie. Główne nakazy scenariuszowe to: "bądź doskonały", "bądź silny", "sprawiaj przyjemność", "wysilaj się", "spiesz się". Zakazy scenariuszowe to: "nie myśl", "nie bądź", "nie czuj", "nie bądź sobą", "nie rośnij", "nie bądź zdrowy", "nie bądź blisko", "nie bądź dzieckiem", "niech ci się nie uda", "nie bądź ważny".Z kolei scenariuszowe przyzwolenia mogą być następujące: "rośnij", "niech ci się uda", "bądź kobietą", "cieszę się, że jesteś", "bądź moją księżniczką".Analiza naszego scenariusza jest ważnym procesem mającym wpływ na naszą przyszłość. Poznając własne psychologiczne matryce możemy wpłynąć na nasze przyszłe wybory. Wtedy tylko możemy być niezależni, autonomiczni, gdy nasze uczucia, myśli, zachowania są odpowiedzią na to, co jest w rzeczywistości, "tu i teraz", a nie potwierdzeniem scenariuszowych przekonań. Jak można tego dokonać: Ważne jest rozpoznanie naszych wzorców - które z nakazów, zakazów działają w naszym życiu - przyjrzyjmy się temu, co nam w życiu się powtarza, a z czego nie jesteśmy zadowoleni, co czyni nas zranionymi, smutnymi, zagniewanymi, jakie okoliczności odbieramy jako blokujące, uniemożliwiające nam spełnienie?Taką drogę własnej analizy możemy rozpoczynać poprze różne działania. Dla mnie kontynuacją i kwintesencją tego rodzaju analizy była moja podróż do mojego rodzinnego miasta - Gdańska. Artykuł ten jest początkiem zmierzania się z tematem scenariusza życiowego. Jest pierwszą odsłoną poprzez zapis własnego, zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo indywidualnego doświadczenia. Kolejne artykuły zaproszą Was do wejścia w tematykę scenariusza już poprzez pryzmat samej Analizy Transakcyjnej.A więc...Gdańsk - moje miasto urodzenia. Moje ślady samej siebie. To przestrzeń, w której rosłam i przechodziłam przez różne zakręty swojej tożsamości. To miejsce wielu zapachów, które nadal otwierają we mnie doświadczenia lat młodzieńczych, pełnych pytań, pełnych zdarzeń, które kiedyś zapadły w jakąś swoistą niepamięć, a teraz wracają czasami jak klatki filmu oglądanego na nowo. Każdy pobyt w Gdańsku coś otwiera bądź zamyka we mnie i jest na nowo przeżytym momentem. Gdańsk z wielu względów jest tak ważny... Ten rok traktuję jako ponowną podróż do mojego miejsca -do Gdańska, które mam w sobie.W tym mieście znajduję historię mojego myślenia, mojej nie-wiedzy i zaciekawienia i przyzwolenie na poszukiwanie. Tutaj spotkałam mentora myślenia pobudzającego do wyjścia poza książkowe sformułowania, tutaj narodziła się moja prawdziwa przyjaźń z Iwoną, której wrażliwość unaocznia mi ludzki wymiar współczucia i współpracy, tutaj wiele się zaczęło mnie samej... . Z tym miastem związałam swoje dzieciństwo , w nim zostawiłam robione w dzieciństwie "sekrety", by tak naprawdę kiedyś je ktoś odkrył. Te strategie z dzieciństwa służyły mi zapełnieniu czasami bezludnej przestrzeni relacji z rówieśnikami. Niekiedy rozpoznaję je w moim już dorosłym życiu, choć myślę, że już częściej służą wzmacnianiu kreatywnego aspektu mojego życia. Przyjechałam do Gdańska w poczuciu, że mam tu jeszcze coś do spełnienia - dla siebie samej, dla moich związków. Przyjechałam do miejsca, w którym już nie mam domu i nie mam swojego miejsca - z powodu śmierci rodziców i kontaktów z siostrą. Przyjechałam z jakimś trudem w sercu i poczuciem, że trudno pewnie być musi. Jakaś może " wdrukowana" we mnie pasja przekraczania podpowiadała, że trud jest po coś, że na jego końcu jest "dobre życie", jak to z mojej bajki z dzieciństwa. Każdy przecież ma swoje miejsce - z którego wychodzi, w którym jest bądź do którego zmierza. Nie można być bez swojego miejsca, bez swojej historii, bez nazwania siebie. W podejściu narracyjnym do skryptu przyjmuje się, że ludzie definiują to kim są dla siebie i dla innych poprzez autobiograficzne opowieści. Celem tych opowieści jest integracja własnych doświadczeń w jednolitą całość, by - jak twierdził Erik Erikson - potwierdzić swoją "sameness" , czyli bycie tym samym w czasie i przestrzeni mimo zmieniających się okoliczności, zdarzeń, ludzi i własnych zachowań. Kim więc jestem? Teraz. Kim jestem z moim przedtem? Kim będę w jakimś przyszłym czasie?Wiem, że te odpowiedzi nie przychodzą w jednej chwili. Są jak utajone echo w mojej głowie, które przypomina mi o tych odpowiedziach w różnych chwilach mojego życia. Różne obrazy wspomnień malują we mnie jakiś obraz mojego dotychczasowego życia. Takiego jak je chcę, czy takiego jakie jest, czy takiego bardziej wyobrażonego?Wyjazd do Gdańska tej zimy był właśnie jak sprawdzanie swoich wyobrażeń - co jest i jakie jest i dlaczego. Był przechadzką po mieście rozwoju, po zakamarkach pragnień, które mocno wcisnęły się w moje komórki i skryły się po zaciszach myśli, które potrzebowały czasu by się ujawnić. To niesamowita PODRÓŻ, której odbycie pewnie mogło nastąpić właśnie teraz. A nie w jakimś innym "wtedy".Wyobraź sobie, że przechadzasz się po mieście, które ma w Tobie znaki emocjonalne. Emocjonalna jest ulica, na której mieszkałeś i dom, w którym teraz inni ludzie odnajdują siebie. Jak idziesz dalej to widzisz miejsca Twoich spotkań ze znaczącymi ludźmi w Twoim życiu, którzy są nadal albo gdzieś się pogubili w gąszczu uwikłań międzyludzkich. Potem masz piwnice dostępne tylko wtajemniczonym i okazuje się, że nagle nie jesteś tym wtajemniczonym - bo ciebie nie ma zbyt długo, bo ludzie już zmienili lokal, bo jest inaczej. Oglądasz się i widzisz te same ulice - ale są one mniejsze, krótsze i inne, zwykle inne. I ciągle doznajesz wrażenia, że to świat się zmienił. Moi rodzice pracowali w Sądzie Wojewódzkim, który zawsze wydawał mi się monumentalny i niezmierzony w swojej wielkości. Gdy do niego weszłam tej zimy wydał mi się nadal monumentalny, ale jakoś też mały; a może to ja się zrobiłam trochę " większa"? Szukałam długo gabinetu mojego Taty, aby znowu przeżyć znane mi poczucie , że jestem w " gabinecie", a zastałam mały pokoik. Wyobrażenie małej dziewczynki, która lubiła "pisać na maszynie u Taty" skonfrontowało się z realiami. Choć nadal zostaje we mnie poczucie, że Tato był też dla mnie nie tylko Tatą, ale "kimś, kto ma fajny gabinet". Nie ma Taty, nie ma tego Sądu, który był, nie ma już tego domu przy ulicy Krosnej. Czy zostałam sama? Spotkanie mojego miejsca urodzenia uruchomiło we mnie ciąg myśli o tym, co jest moje , a co jest z tej rodziny, z której pochodzę. Co jest niesieniem przez wiele pokoleń tzw. nieznanej wiedzy, która chowa się w komunikatach ukrytych. Skrypt bywa rozumiany jako seria decyzji, uformowanych jako strategie radzenia sobie w dzieciństwie, które nadają kształt naszemu życiu i na nie wpływają poza naszą świadomością. Patrząc na to od strony procesów intrapsychicznych można powiedzieć, że skrypt jest procesem integrującym nasze doświadczenia życiowe wraz z poczuciem własnej tożsamości. W kontekście przejawiania się na zewnątrz, skrypt dotyczy nieświadomych wzorców relacyjnych. Zdaniem Berne’ a nasz bieg życia jest determinowany przez geny, programowanie rodzicielskie oraz uwarunkowania zewnętrzne. Z perspektywy moich 50-ciu lat życia mogę znaleźć te wpływy, ale też coraz bardziej potrafię wyodrębnić decyzje, które są poza tym, co skryptowe. Które są związane z motywacją "robienia rzeczy po swojemu", składającą się na to, co Berne nazywa physis. Gdy miałam już odjeżdżać poprosiłam Macieja, o taki czas dla mnie - sam na sam z moim doświadczeniem. O czas - abym mogła sama przejść tę drogę, którą przemierzałam z moimi rodzicami w czasie zakupów. Zwykłe zachowanie. Ale jak bardzo mające znaczenie w moim życiu. To jak rytuał, który miał funkcję bezpieczeństwa. To jak ponowne odczucie dłoni, która mocno mnie trzyma i ponowne odtworzenie poczucie bycia razem. To doświadczenie jest we mnie, jest dostępne, jest w każdej chwili jeśli zechcę. To wzorzec, który chcę kontynuować, dawać, dzielić się. Który jest zasobem i dobrze, że jest.Gdańsk nadal leży około 600km od Krakowa. Ja jestem już w Krakowie. Choć trudno powiedzieć "wróciłam". Myślę, że wróciłam właśnie poprzez podróż do Gdańska. Choć przecież ona tak naprawdę była bardzo symboliczna i nie sądzę, by każdy potrzebował takiego doświadczenia. Takie spotkania ze sobą stawiają wiele pytań. To ciekawe czy na nie się otwieramy czy zostajemy zamknięci w kręgu zachowań stanowiących naszą stałą strategię.Nie ma pewnie stałych odpowiedzi na nurtujące nas pytania, jest pragnienie zrozumienia i lepszego rozumienia , które może być motorem dla lepszego wglądu dalszych działań. Tak to prosto brzmi. A tak bardzo zależne jest od naszej decyzji. Decyzji do wglądu we własny SCENARIUSZ. I chyba po to pojechałam tej zimy do Gdańska. I na pewno też i po to jestem ciągle na tym świecie. Są zdarzenia, które mają swój sens w naszym "tu i teraz". Trzeba to tylko zobaczyć, dotknąć, przeżyć. Warto.